Rzecznik praw dziecka w Polsce chce chronić polskich rodziców porywaczy


Marek Michalak -RPD

Z wielkim niedowierzaniem przeczytałem dzisiaj artykuł w Rzeczpospolita.pl o tym, że Rzecznik Praw Dziecka w Polsce, Marek Michalak, stara się przywrócić możliwość kasacyjną w sprawach uprowadzanych dzieci do Polski, a których nakaz powrotu został wydany przed sądami polskimi w oparciu o Konwencję Haską.

To dopiero w połowie 2001 roku polski Sejm, po wielkich naciskach obcych rządów,  zdecydował się zmienić odpowiednie prawo, i uniemożliwił możliwość wnoszenia kasacji w tych sprawach. Również, w tej samej ustawie, prawo zostało znowelizowane tak, aby obowiązek wyegzekwowania nakazów powrotu w ramach Konwencji Haskiej spoczywał na organach państwowych, a nie poszkodowanym rodzicu. Przyświecającym (i chlubnym wg mnie) celem było wyeliminowanie dotychczasowych legalnych manewrów, niepotrzebnie przedłużających czas procesowy, narażający dzieci na długoletnie potyczki prawne przed sądami w polskich sądach. Przypomnijmy, że niektóre kasacje trwały w sądach prawie DWANAŚCIE miesięcy. Prawdą również jest to, że w tym okresie wszystkie kasacje dotyczące uprowadzeń dzieci do Polski kończyły się łatwo przewidywanym niepowodzeniem odwołującym się rodzicom-porywaczom.

Istnieje wiele decyzji Sądu Najwyższego, które wyraźnie wskazują na jego bardzo restrykcyjne jego podejście w zakresie interpretacji prawa Konwencji Haskiej oraz Konwencji Praw Dziecka. Nadzieja, że to podejście się nagle zmieni, jest w najlepszym wypadku naiwnością ze strony obecnego Rzecznika.  Kasacje być może są ostatnią “deską ratunku”, oraz ostatnią możliwością zbicia kasy przez reprezentujących adwokatów, nie stanowią one jednak nic co umożliwiło by obronę tego co jest najważniejsze w takich sprawach – naruszenie dobra dziecka. W jakiś sposób ten aspekt wymknął się z pod uwagi obecnego rzecznika?

Czego konkretnie Rzecznik Praw Dziecka chce dokonać? Z pewnością nie chodzi tu o dobro uprowadzanych do Polski dzieci, gdyż w większości są to mali obywatele obcych państw. Można zrozumieć niewygodną pozycję pana Michalaka, gdy polskie gazety bombardują go bezlitośnie emocjonalnymi reportażami “biednej” matki lub ojca, według prawa międzynarodowego – porywaczy.  Problem w tym, że jego pracą nie jest zapewnienie wygrania wyborów jego szefa partyjnego, lecz konkretna misja – OCHRONA PRAW DZIECKA.

Jeśli pan Rzecznik potrzebuje argumentów, które mogą pomóc w odparciu bezlitosnych ataków krajowych “opiekunów” medialnych dzieci, oferuję swoją pomoc (mój email na stronie kontaktowej).  Opowiem mu swoją równie emocjonalną historię, koszt finansowy i emocjonalny jaki musiałem zapłacić ja, koszt jaki płacą do tej pory moje dzieci; tylko dlatego, że polski system prawa nie był skory lub władny do wyegzekwowania prawomocnego nakazu sądowego do ich powrotu do domu, w Kalifornii. Mogę skontaktować go również z matką, której córka została uprowadzona do Polski przez jej męża, i była ukrywana latami przed sądami i policją; ostatecznie 14 latka  została doprowadzona emocjonalnie do takiego stanu psychicznego, że jedynie popełnienie samobójstwa w gmachu polskiego sądu, było właściwym i logicznym dla niej wyjściem z jej sytuacji! Podobne przykłady stanowią niestety większość przypadków.

Możliwość kasacji powinno się jedynie dopuszczać w przypadkach ODMOWY powrotu,. według moje skromnej opinii (nie wiem jednak czy zgodna z Konstytucją, nie jestem prawnikiem). Zaakceptowanie decyzji uprowadzenia dziecka do Polski przez sądy niższej instancji, odmowa powrotu, rodzi bowiem bardzo poważne konsekwencje prawne  dla rodzica porywacza, oraz finansowe i emocjonalne dla dzieci.  Wiemy, jak bardzo nagminnie indywidualni sędziowie sądów rodzinnych nadużywają artykułu 13b w decyzjach odmawiających powrotów, nie patrząc na konsekwencje, które rozciągają się poza granice murów swojego biura, czy też nawet Polski.

W przypadkach odmowy powrotu, inne kraje uruchamiają najczęściej procesy karne wobec rodziców porywaczy. Do dnia dzisiejszego można znaleźć nazwiska Polaków widniejących w bazie danych Interpolu, w sprawach uprowadzeń z Francji, Kanady, USA… Jeden z takich procesów karnych, na przykład,  ma miejsce w Irlandii dzisiaj, z urzędu, wobec ojca Polaka.
Próby wyegzekwowania decyzji alimentacyjnych dla wsparcia uprowadzonych dzieci, również spotkają się z odmowami poszkodowanych krajów, pomimo istniejących umów dwustronnych. Przykładowo, prawo federalne Stanów Zjednoczonych zabrania egzekwowania jakichkolwiek decyzji sądów zagranicznych w przypadku gdy zaszło uprowadzenie dzieci z USA.  ŻADEN z sędziów w USA, Kanadzie, Anglii, Irlandii, nie zezwoli na wyegzekwowanie decyzji wydanej w Polsce,  w przypadku gdy zaszło uprowadzenie dzieci objętych ich jurysdykcją.  Oni również mogą powiedzieć – …”Co mnie obchodzi jakiś sędzia w Polsce?  Sędzia, który olał moją wydaną wcześniej decyzję, obraża autorytet mojego urzędu.”; wg zasady wypowiedzianej w polskim przysłowiu: “Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie…”. Oczywiście, dziennikarze nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć, że obrona “nie mogę wrócić, bo mnie wsadzą do więźienia” nie jest stanowi ważnego legalnie argumentu do użycia artykułu 13b . Sąd Najwyższy w decyzji “I CKN 992/99” pokreślił:

Jeżeli wspólny powrót sprawcy z dzieckiem nie napotyka obiektywnych przeszkód, a sprawca nie chce wrócić razem z dzieckiem, można przyjąć, że stawia on swoje własne interesy wyżej niż dobro dziecka, na które się powołuje, a któremu przede wszystkim on sam zagroził, dokonując uprowadzenia. Dlatego pogląd o niemożności uwzględniania w ramach rozpatrywanego przepisu niekorzystnych dla dziecka konsekwencji jego oddzielenia od sprawcy w następstwie nakazania wydania zyskał szczególnie szeroką akceptację w odniesieniu do sytuacji, w których powrót sprawcy z dzieckiem nie napotyka obiektywnych przeszkód. Za taką obiektywną przeszkodę nie uważa się w szczególności obawy sprawcy uprowadzenia, że poniesie on z tego tytułu po powrocie odpowiedzialność karną, dokonując bowiem uprowadzenia powinien był liczyć się z jego następstwami.

Szabelkarze z pod godła “F.U. -nie oddamy ‘naszych polskich’ dzieci”, również podnoszą ostatnio alarm, na coraz częstsze przypadki odbierania dzieci polskim rodzicom przez sądy rodzinne z powodu…. biedy. Nawet w dzisiejszych wiadomościach ,  oburzony Rzecznik, Marek Michalak, wymachiwał szabelką w Suwałkach, domagając się wyjaśnień dlaczego polski nastolatek odebrał sobie życie po tym jak wylądował w państwowym zakładzie opiekuńczym, gdyż jego matka nie potrafiła zapewnić (według sądu rodzinnego) odpowiednich warunków życia jemu wraz z rodzeństwem. Czy równie głośno będą wojować ci “Kozacy” z zagranicznymi sędziami, którzy odmówią egzekwowania postanowień alimentacyjnych z Polski, albo i nawet powrotu porywanych dzieci z Polski? W 1999 roku, czekając na następną rozprawę w gdańskim sądzie miałem okazję usłyszeć narzekania polskiej matki, która również zdecydowała się na powrót do Polski z Włoch z jednym dzieckiem. Była również w ciąży z drugim dzieckiem. Była zrozpaczona i prosiła o radę, bo jej mąż Włoch nie chciał mieć z nią i jej dziećmi nic wspólnego; zmienił nawet numer telefonu.  Czy media coś wspomniały na jej temat w tym czasie? ANI SŁOWA.

Na 100 rozpatrywanych decyzji w ostatnich 2 latach, w około 25% przypadkach sądy krajowe odmówiły powrotu dzieci do ich rodziców zagranicą. Na mój gust, ZBYT DUŻA ilość przypadków, choć statystyki się poprawiły w porównaniu z ubiegłymi latami.  Sędziowie apelacyjnych sądów okręgowych czują się dzisiaj kompletnie bezkarni w wydawaniu decyzji sprzecznych z istniejącym prawem, wiedząc że prawo kasacyjne nie jest już opcją.  Być może GWARANCJA, że sprawy kasacyjne nie trwały by dłużej niż 2-3 tygodnie, byłaby  dobrym rozwiązaniem (stworzenie wyspecjalizowanego wydziału w SN), i zagwarantowało, że absurdalne decyzje , skorumpowanych sędziów (np. w Gdańsku) mogłyby być skorygowane. Być może polskie ministerstwo sprawiedliwości, spełniając rolę władzy centralnej w ramach Konwencji Haskiej,  powinno mieć władzę (i obowiązek z urzędu) wprowadzenia opcyjnie kasacji do SN w przypadkach ewidentnego błędu w podjętych decyzjach niższego szczebla.
Dzisiaj takiej możliwości nie ma. Ja również płacę konsekwencje braku kasacji w JAKICHKOLWIEK decyzjach prawa opiekuńczego. Akceptowanie oczywistych decyzji, które łamią ewidentnie prawo (na przykład anulowanie decyzji jednego sądu, przez inny , tylko poto by faktycznie nie zezwolić na egzekucję prawomocnej decyzji haskiej) , również nie służy praworządności w Polsce. W kraju gdzie niezawisłość sędziego mylona jest często z jego/jej samowolą. Inne demokracje posiadają mechanizmy odpowiednie mechanizmy kontrolne. W USA, Sąd Najwyższy wybiera sprawy, w których będzie zabierał stanowisko, a w których nie. Idiotyzmy  prawne istniejące w Polsce są jednym z największych powodów, z powodu których polscy emigranci (tacy jak ja, na przykład) nie chcą wracać do kraju po tym jak się już ustawili, wielokrotnie ze zdobytymi doświadczeniami w najróżniejszych dziedzinach życia społecznego. Zasłanianie immunitetem sędziowskim, prokuratorskim lub poselskim pospolitego przestępcy w todze przed odpowiedzialnością karną, może być jedynie możliwe w państwie bezprawia. Wszyscy  o tym wiedzą, wszyscy narzekają, a NIKT, NIC nie zrobił w ukochanej Polsce by poradzić sobie z tą ewidentną patologią.  W międzyczasie “niezależni” struże prawa jeżdżą po pijaku, biorą łapówki, a cyrkowa karawana polskiej rzeczywistości dalej się toczy wg zasady “róbta co chceta”.

Odmówić powrotu uprowadzonego dziecka można jedynie na podstawie bardzo restryktywnie zdefiniowanych wyjątków. Najczęściej używanym i  nadużywanym jest artykuł 13b Konwencji. Bardzo  luźnej interpretacji tego co ustanawia “sytuacja nie do zniesienia” dopuszczają się nie tylko polscy sędziowie, to trzeba przyznać. Robią to również i Niemcy, i Szwedzi czy Norwegowie. Sławny artykuł 13b jest najczęściej omawianym zagadnieniem przedstawicieli władz centralnych poszczególnych krajów sygnatariuszy Konwencji Haskiej. Wymówki, że dziecko nie mogło wrócić do kraju skąd pochodzi, bo grożą konsekwencje prawne, bo dziecko ma obywatelstwo polskie, bo porywacz nie ma pracy, bo  wreszcie… tak na prawdę Polaków NIGDZIE nie lubią, i wszędzie ich dyskryminują, są bardzo chętnie przyjmowanymi przez niektórych sędziów za fakt, a tak na prawdę IDIOTYZMAMI.

Preambuła Konwencji Haskiej wyraźnie stanowi że uprowadzenie lub nielegalne przetrzymanie dziecka GODZI BEZPOŚREDNIO w dobro dziecka i jedynie rychły zakaz powrotu może zaspokoić wymóg ochrony tego dobra. Z tego też powodu postanowienia zawarte w tej Konwencji NIE DOPUSZCZAJĄ możliwości by sądy orzekające w tych kwestiach wchodziły PONOWNIE w zagadnienia  merytoryczne co jest, a co nie jest najlepsze dla dziecka w tej sytuacji. Mało tego, postanowienia tejże konwencji (artykuł 12a Kowencji Haskiej) wyraźnie ZABRANIAJĄ przeprowadzania jakichkolwiek badań w tym zakresie.  Kwestie decyzji, które mają zabezpieczyć co jest najlepsze dla uprowadzonego dziecka pozostawia się sądom kraju stałego zamieszkania, tuż przed dokonanym uprowadzeniem. W międzyczasie praktyka, którą krytykują nagminnie nie tylko wszystkie rządy współpracujące z Polską, ale i sam Trybunał Praw Dzłowieka w Sztrasburgu, dowodzi, że polscy sędziowie NAGMINNIE obrażają ten artykuł i nalegają na opinie polskich ośrodków RODK, co z koleji wydłuża nielegalnie i niepotrzebnie proces powrotu dzieci do ich domów.

Stanowisko Rzecznika Praw Dziecka, Marka Michalaka wydaje się kuriozalne i sprowadza się dobro dziecka do nacjonalizmu PRL-u: naszego “polskiego dziecka”, nie oddamy. Rzecznik ignoruje prawdziwe dobro dziecka, i stawia je poniżej źle zrozumiałej narodowej dumy, lub stadnej lojalności.  Stwierdzenie “dziecko jest zmuszone do wyjazdu do innego kraju, pomimo, że postanowienie nie uzyskało przymiotu prawomocności ” po prostu dyskredytuje obecnego rzecznika jako osobę, której celem nadrzędnym powinna być troska o dobro dzieci w Polsce; dyskredytuje również jego kompetencje w zakresie istniejącego porządku prawnego, oraz psychologii rodzinnej.  Wydłużanie procesu powrotu dziecka GODZI w dobro tego dziecka. Tak mówią nie tylko eksperci, którzy stworzyli Konwencję Haską, tak mówi również, tak często cytowana Konwencja Praw Dziecka, której sygnatariuszem również jest i Polska.
Skoro pan rzecznik uważa, że uprowadzanie powinno być dozwolony, to powinna domagać się, by Sejm Polski WYPOWIEDZIAŁ / ZERWAŁ obie Konwencje.

Albo, albo. Tertium non datur.

Oczywiście nie wiem jak zareagują na to organy Unii Europejskiej, które ostatnio dodatkowo zaostrzyły prawo tolerowania uprowadzeń zagranicę. Być może obecny Rzecznik Praw Dziecka powinien nalegać by Polska opuściła szeregi Unii Europejskiej. To byłaby zapewne nowość dla obecnie nam miłościwie panującego premiera, Donalda Tuska.

Obserwując wypowiedzi wielu rzeczników praw dziecka w Polsce doszedłem do wniosku, że jest to instytucja kompletnie fikcyjna, nie spełniająca ŻADNEJ pozytywnej roli w Polsce, poza małym PR dla tych sprawujących władzę. Polski rząd powinien poważnie rozpatrzyć możliwość zlikwidowania tej fikcyjnej agendy państwowej, i przesunąć wydawane na nią środki finansowe na bardziej użyteczny cel: edukację o szkodliwości uprowadzeń dzieci zagranicę, wyszkolenie sędziów SN, którzy objęli by kuratelą KAŻDĄ sprawę rozpatrywaną na terenie Polski w oparciu o Konwencję Haską, lub porozumienia UE. Spraw tych nie jest dużo, więc i wydatek nie byłby tak znaczny.

Z tego co widzę, obserwując polskie media głównego nurtu, i tych opozycyjnych, znakomita większość dziennikarzy prezentuje kompletną ignorancję w zagadnieniach uprowadzeń dzieci przez rodziców. Nic dziwnego, że polskie matki i ojcowie, którzy kiedyś zdecydowali się na wyjazd na obczyznę, a nagle poczuli tam bezradność i pustkę,  ucieczkę do kraju traktują jako jedynie słuszne wyjście, skoro najczęściej czytanym nagłówkiem w polskich mediach jest:  “Bezduszne sądy, UTRACONE dzieci”!

Dlatego, poza panem Markiem Michalakiem, myśli moje poświęcam również sympatycznemu dziennikarzowi, panu Tomaszowi Terlikowskiemu z Frondy Mam wielkie poważanie dla tego pana, ojca piątki dzieci. Niestrudzenie walczy o zachowanie wartości w rodzinach polskich, o zachowanie normalności w jej definicji, w czasach, kiedy normalność jest pod stałym atakiem i okrzyknięta “nienormalnością”.
Ale i jemu zdarzyło się nie tak dawno oburzyć na decyzję polskiego sędziego, który nakazał powrót “… polskiego dziecka do Holandii, do ojca… [o zgrozo ] Turka!”. Pan Tomasz w programie Telewizji Republika użył przy tym bardzo mocnych słów “sąd odebrał matce Polce dziecko”, które absolutnie nie są prawdą.  Konwencja Haska dzieci rodzicom nie odbiera, lecz ustala do którego kraju należy jurysdykcja uprowadzanych dzieci.  Decyzje Konwencji Haskiej oczywiście mówią  o wydaniu dziecka jedynie w aspekcie ich powrotu do kraju zamieszkania, ABSOLUTNIE NIE naruszają one praw rodzica-porywacza do jego opieki nad dziećmi; zasadnicza różnica. Kompletnie NIC nie przeszkadza matce Polce, która uciekła do Polski, do powrotu razem z dzieckiem do Holandii, do Niemiec, czy też USA, by tam toczyć walkę z ojcem o prawa do opieki. Tak się stało w wielu wypadkach na całym świecie.
Mało tego, polscy sędziowie  (ci źli, którzy wydali nakaz powrotu) wielokrotnie starają się pomóc rodzicom porywaczom, kontaktując się z odpowiednimi ambasadami, by zaaranżować bezpieczny powrót.  Tak na przykład zrobiła sędzia, która prowadziła moją sprawę. To jedynie matka moich dzieci zadecydowała by odrzucić zaoferowaną jej pomoc polskiego sędziego,. To ona sama, a nie kto inny, postanowiła odebrać sobie sama dzieci, a nie ja, ani żaden sędzia.  Wolała pójść “w podziemie” z moimi 3 i 4-letnimi dziećmi, ukrywać się zimą w zatęchłych od wilgoci stodołach, gdzieś na Kaszubach, i łamać obowiązujące prawo przez ponad 5 lat. Dla niej nie był ważny koszt jaki zapłacą jej dzieci. Dla niej było ważniejsze udowodnić, że się nie da,że mi pokarze, że mnie zniszczy (jej słowa, nie moje).

O tym media kompletnie milczą, używając dziennikarskiej “samokontroli”.  Atak na sędziego lub zniszczenie wizerunku rodzica z zagranicy jest popularniejsze, lepiej się sprzedaje przed kamerami, na papierze lub stronie internetowej.

Na nieszczęście, takie zachowania nie stanowią wyjątków, ale norme w Polsce. Oczywiście, jedyna odpowiedzialność za sam akt uprowadzenia dzieci spoczywa na mojej byłej żonie.  Trudno jednak obarczać ją za istniejący bałagan i bezprawie istniejące w Polsce, tak samo, jak nie można ją obwiniać za chorą postawę dziennikarzy zajmującymi się tymi sprawami. Winię za to wszystkie ekipy rządzących w Polsce od prawie dwóch dekad, gdyż  to oni nie zrobili NIC, by zmienić prawo, i nie zezwolić na zaistniałe bezprawie. Oczywiście, ci sami politycy, którzy tak często oburzają się na to gdy któryś z zagranicznych przywódców wskażę na niemoralność obarczania własnych podatników, obowiązkiem utrzymywania polskich dzieci.  Polscy włodarze traktują jedynie te dzieci jako przedmioty w wewnętrznych politycznych potyczkach, lub dostawki do przedwyborczych sesji zdjęciowych (śniadania z premierem przed kamerami, to najnowszy cykl z serii “Polska – nowa Zielona Wyspa”); a tak na prawdę,  te dzieci to dla nich jedynie bardzo mało znacząca statystyka.
Dziennikarze nie są lepsi. Bez względu na poglądy polityczne, historie o uprowadzanych dzieci traktują jedynie jako źródło do napisania następnego artykułu, przeprowadzenia kolejnego wywiadu, skasowania odpowiedniej marży za wyprodukowany materiał.  C’est la vie – jak to mówią Rosjanie


13 responses to “Rzecznik praw dziecka w Polsce chce chronić polskich rodziców porywaczy”

  1. Tomasz Dreczka says:

    Bardzo dobry artykol ja tez walcze o moja corke Ariane ktora zostala wywieziona z Holandi do Polski

  2. Rzecznik z zalożenia ma stać na straży praw dziecka a nie przestrzegania kolejnego bubla europejskiego parlamentu, jakim jest np. rozporzadzenie dotyczace jurysdykcji i nakazu powrotu dziecka. W moim przypadku sąd uznał, że dziecko na podstawie konwencji ma pozostać w Polsce, a na podstawie rozporządzenia dziecko ma wrocić do kraju poprzedniego pobytu. Podczas spraw w Polsce i za granicą doszło do wielokrotnego łamania moich praw do sprawiedliwego procesu sądowego a nawet zabroniono mi poruszać się po wspaniałej unii, bym nie mogła brać udziału w postępowaniach. I TU MAM ŻAL DO PANA RZECZNIKA. Nic nie robi mimo sprzecznych wyroków sądów, mimo zakazu opuszczania kraju dla mnie samej, mimo zmian w sądowych protokołach. To się dopiero nazywa polityczna niezależność.

    • Jak to jest, że ci którzy uprowadzają dzieci później narzekają na prawo, że ich nie broni. Ta sama śpiewka, tylko inny tytuł piosenki. Jeśli chodzi o zakaz wyjazdu z kraju, to… musi być to kłamstwo. Nie słyszałem jeszcze przypadku, bu matka/ojciec porywacz nie mogli wyjechać z Polski (no chyba, że odsiadują wyrok w pierdlu). Można jedynie zablokować wyjazd dziecku, ale to zupełnie inna para kaloszy.

  3. Szanowny Przedmowco,

    Nie odsiaduje wyroku w pierdlu, jak Pan to pieknie ujał.
    Zarzucanie komus klamstwa tylko dlatego, ze sie o takiej rzeczy nie slyszalo nie oznacza, ze takiego faktu nie bylo. Dokumenty mowia swoje, a rzecznik nabrał wody w usta. Prosze sobie poczytac o Jugendamtach. Niestety takie rzeczy sie dzieja i byc moze potrzeba opublikowac kuriozalny wyrok na pierwszej stronie Wyborczej, by szary obywatel pozbyl sie zludzen co do prawa w Unii.

    Co do porywaczy, by orzec porwanie trzeba bylo niezaprotokołować slow prokuratora, ze porwania nie bylo. W ten sposob zostaje sie w Polsce porywaczem. Zlozono jeszcze jeden ukłon w strone Brukseli i pokazano ze niezawisłość naszych sądów nie istnieje.

    Do obrony i sprawiedliwego procesu sadowego ma prawo każdy, nawet morderca. Niestety w teorii, bo w praktyce podstawowe prawo czlowieka chyli czoła przed modnym ostatnio slowem `porywacz`.
    zachecam do glebokiego sceptycyzmu wobec polskiego sadownictwa w dobie wasalstwa unijnego. Na nic dowody, adwokaci, świadkowie. Protokoły można zmienic, dowodów nie zauważyc (bo przeciez to dowody porywacza), a do niemieszczących się w głowie wyroków w ogóle się nie odnieść. Szkoda czasu i pieniedzy.

    • Dla mnie ukrywanie WSZYSTKICH faktów, to przejaw kręcenia i kłamstwa. Możemy się spierać dniami nad różnicą, ale to dziecinada i nie zamierzam się bawić w to. Jedno tylko powiem – nie mam tolerancji na kłamców – kropka. Przeczytaj twój pierwszy wpis, który jest pełen luk logicznych, a zawiera kilka emocjonalnych stwierdzeń. To nie pomaga w zdobywaniu ludzkiej sympatii. Gazeta Wyborcza NIE JEST dla mnie autorytetem w reprezentowaniu faktów. Jest organem propagandowy, tak samo jak wielu innych tak zwanych “dziennikarzy”, którzy za możliwość zarobienia kilku groszy napiszą to co się im każe, i nie wchodzą w dylemat “Prawda, czy kłamstwo”. Typowym przykładem jest historia matki, która uprowadziła dziecko z Cypru. Oj GW zarobiła na tej historii, a prawda była zupełnie inna. Podaj linkę do artykułu który opisał twoją sprawę, to chętnie przeczytam.

      1. Padło słowo “jungendamt”. To tłumaczy wiele. Mogę mylić się w małych detalach, ale w sytuacjach gdy sądy odbierają rodzicom prawa, to nie oni decydują o losie a poszczególne instytucje. Sam jestem krytykiem tej organizacji, jeśli nie na nic, to na jej pochodzenie III Rzeszy, i brak odpowiedniej reformy. Ale nie o to chodzie. W Polsce również sąd może zawiesić, odebrać prawa rodzicielskie i konsekwencje w przypadku wywozu dziecka zagranicę byłyby te same. KROPKA. Te same konsekwencje istnieją w USA, Kanadzie i … na całym świecie.
      W tym wypadku, organizacje występują do sądów zagranicznych w ramach Konwencji Haskiej, i… sąd w Polsce MIAŁ OBOWIĄZEK wydania dziecka, bez znaczenia jak bardzo się nam to podoba, czy też nie. Również, nie ma to znaczenia, czy Polska jest częścią UE, czy też nie. Jest jedynie sygnatariuszem KONWENCJI HASKIEJ. Warto przeczytać, i jest to ewidentne. Sprawa polskich rodziców w Norwegii, z której pan Rutkowski pomógł wykraść dzieci, jest tego jawnym przykładem. Norwegia NIE JEST członkiem UE.
      2. To, że większość Polaków zadecydowała oddać suwerenność Unii Europejskiej dla przysłowiowych trzydziestu srebrników (możliwość zarabiania w Euro), bez znaczenia na fakt, że setki tysięcy rodaków oddało krew w walce o odzyskanie niepodległości po dekadach rozbiorów, okupacji niemieckiej, a póżniej bolszewickiej. Do kołchozu UE Polakom tak bardzo było spieszno. Oj było.
      Utrata suwerenności również pociąga konsekwencje. Prawo pana zaczyna obowiązywać u wasala. Narzekanie dzisiaj na temat praw ustawianych w Brukseli jest szczególnie śmieszne, jeśli płynie ono od ludzi, którzy tak bardzo byli skłonni do wyjazdów z Polski.
      3. Przecznicy Praw Dziecka i Praw Obywatelskich są jedną wielką kpiną – to raz. Mają tyle znaczenia dla obrony praw, jak gwarancje wolności słowa, czy też darmowej opieki lekarskiej w Polsce. Obiecanki macanki, a głupiemu radość. Po drugie, to nie oni decydują w jakichkolwiek sprawach. Od tego jest administracja i sądy.
      4. Możesz obrażać się tak długo jak chcesz, ale wg prawa JESTEŚ porywaczem w wielu krajach, w momencie kiedy wywieziesz dziecko z kraju bez zezwolenia drugiego rodzica, lub organizacji posiadającej władze opiekuńczą. Porywaczem jesteś również w pojęciu prawa Konwencji Haskiej. Znowu, to sformułowanie nie jest ukryte, czy też domniemane, lecz wyraźnie użyte.
      5. Jak to jest, że żadna z organizacji, które mają chronić matki nie wytoczyła rządowi sprawę i doprowadzi ją do sądu w Strasburgu lub Hadze? Jeśli niemieckie władze naruszyły twoje prawa, to to jest właściwa droga do rozwiązania konfliktu i twojej sytuacji prawnej.

      Tak jak już wspomniałem w wielu swoich wpisach na tej stronie – nie obchodzą mnie tutaj sprawy walk między ojcami i matkami. Wszyscy wiemy, że polskie sądy są opanowane w znacznej większość przez kobiety, które jawnie dyskryminują ojców w imieniu prawa. To jest jednak temat na inną stronę. Również nie zamierzam dyskutować tutaj na temat kołchozu Unii Europejskiej i przynależności Polski; bez znaczenia jaki jest mój oczywisty sentyment wobec tego stworu.

  4. Po pierwsze, porwanie trzeba udowodnić, ojciec musi wykonywać władzę rodzicielska, a tu tego nie było, dlatego prokurator stwierdził, ze porwania nie było, a sąd skrzętnie to zatuszował.
    Po drugie sąd odrzucił wniosek o powrót dziecka na podstawie konwencji haskiej, ale istnieje jeszcze rozporządzenie unijne, które pozwala mimo to na wywóz dziecka.
    Po trzecie Strassburg jest instancja odwoławczą dotyczącą tylko finansowych odszkodowań.
    Po czwarte o Gazecie piszę ironicznie, bo dla niektórych, jak nie przeczytają czegoś w Wyborczej, to to nie istnieje.
    Po piąte wyjazd z kraju nie jest przestępstwem, zaś fałszowanie protokołów już tak.
    Mój post nie ma na celu zyskanie sympatii ani nie jest to pokaz wątpliwej elokwencji a dyskusja z osobnikami rzucającymi wyzwiskami tym bardziej nie sprawia mi przyjemności. Weszłam w polemikę Z AUTOREM artykułu, by pokazać, że nie wszystko jest czarne albo białe, a sądy czasami mylą się w samym wyroku i w ramach pomyłki winnym uznają powoda a nie oskarżonego. Temida rzeczywiście bywa ślepa, a Rzecznik bezradny.

    • Nie,
      Po pierwsze, wywiezienie bez zezwolenia drugiego rodzica, który ma pełne prawa rodzicielskie jest AUTOMATYCZNYM uprowadzeniem w imieniu prawa Konwencji Haskiej. Opinia polskiego prokuratora nie jest jedynie opinią. W mojej sprawie geniusz prokurator stwierdził, że Konwencja Haska łamie Polską Konstytucje. Tuman, i to nie jedyny. Bezkarny więc plecie głupoty na zamówienie.
      Polskie sądy nagminnie łamią prawo Konwencji Haskiej nadużywając artykuł 13b, mimo iż wykładnia Sądu Najwyższego określa jak restrykcyjnie trzeba traktować wyjątki zezwalające na odmowę wydania powrotu. Na szczęście, rodzice mieszkający w UE mają dodatkowe narzędzia do wyegzekwowania powrotu dzieci:dyrektywy UE. Również, uprowadzenie dziecka jest ścigane prawem karnym. Nie zdziwiłbym się gdyby pewnego dnia zapukali funkcjonariusze policji z Niemiec do twoich drzwi. Z tego co czytam w prasie, prawo już w tej chwili im na to zezwala.

      Wreszcie, NIKT TUTAJ nie sypał wyzwiskami pod twoim adresem. To że kręcisz, jest jedynie moją obserwacją i opinią. Wystarczy, że się przeczyta poszczególne twoje wpisy, staje się to coraz bardziej jasne… przynajmniej dla mnie.
      Jeśli się tobie nie podoba co piszę, a nie chcesz podać PEŁNEJ historii, tylko twoją interpretację prawa, czy też “faktów”, nie pisz, nie odwiedzaj tej strony, bo nie musisz. Spamowanie na temat rzekomej krzywdy nie znajdzie tutaj jakiejkolwiek sympatii.

      Przy okazji, nie wiem w jaki sposób ominął cię bardzo oczywisty fakt – to ja jestem autorem tego postu, z którym polemizujesz. Polemizujesz, bo Rzecznik nie chce Ci pomóc w zalegalizowaniu uprowadzenia, a ja na to że on do tego nawołuje. Problem w tym, że ja wiem iż jego zdanie jest polityczną rozgrywką polityka nieudacznika, a nie człowieka dla którego dobro dziecka jest najważniejsze. Oczywiście, moja definicja dobra dziecka jest zupełnie inna od twojej, rzecznika Praw Dziecka oraz wielu sędziów i prokuratorów – wypaczona w tym samym stopniu.

      Nie życzę powodzenia, lecz mądrości i opamiętania.

  5. Nalezy pamietac,ze nie wszystkie oskarzenia o uprowadzenie dziecka sa zasadne .Konwencja w bardzo jasny i logiczny sposob definiuje pojecie ”uprowadzenie”.
    1.Miejsce stalego pobytu.
    Jezeli dziecko wraca do miejsca swojego stalego pobytu ( do miejsca ,w ktorym zamieszkiwalo przed zabraniem )nie ma mowy o uprowadzeniu.
    2.Wladza rodzicielska
    Jezeli rodzic jest pozbawiony wladzy rodzicielskiej,mozliwosci decydowania o miejscu zamieszkania dziecka ,rowniez w tej sytuacji nie ma mowy o uprowadzeniu.
    Sad panstwa wezwanego (panstwa ,do ktorego zostalo zabrane dziecko)
    ma obowiazek zbadac sytuacje prawna (pkt.1 i 2 powyzej ) i stwierdzic czy doszlo do uprowadzenia lub nie.Dla przykladu link ponizej.
    http://www.belfasttelegraph.co.uk/news/local-national/northern-ireland/polish-woman-wins-court-battle-to-have-son-remain-in-northern-ireland-29351154.html
    Niestety pani Anna nie opisala dokladnie calej sytuacji.W zwiazku z tym trudno jest sie wypowiedziec ,czy tez zajac jakies stanowisko.

  6. Kilka slow na temat Rozporzadzenia Rady (WE) 2201/2003 zwanym Bruksela II bis.Rozdzial VII ” Zasady dotyczace uprowadzenia dziecka”
    Rozporzadzenie wzmacnia i uzupelnia Konwencje haska z 1980r.
    Celem rozporzadzenia jest umozliwienie powrotu uprowadzonego dziecka
    do miejsca pobytu przed uprowadzeniem.Rozporzadzenie jest nadrzedne w stosunku do konwencji.
    Co to oznacza w praktyce?
    Otoz, jezeli sady panstwa ,do ktorego zostalo uprowadzone dziecko wyda odmowna decyzje co do powrotu na podstawie art.13b Konwencji haskiej (przypomne,ze art 13b jest nagminnie naduzywany i zle interpretowany szczegolnie w polskich sadach),to w dalszym ciagu sady panstwa,z ktorego dziecko bylo uprowadzone utrzymuja swoja jurysdykcje i jako jedyne sa wladne do podejmowania decyzji o losach dziecka (powrot dziecka,wladza rodzicielska ,kontakty).
    Oczywiscie sady panstwa ,z ktorego dziecko zostalo uprowadzone sa zobowiazane do przeprowadzenia szczegolowego dochodzenia czy rzeczywiscie powrot dziecka nie narazi je na szkode psychiczna i fizyczna nie do zniesienia . W takiej sytuacji rodzic ma mozliwosc udowodnienia i wykazania :
    1) Nie byl i nie jest rodzicem potworem.
    2) Powrot nie stanowil i nie stanowi dla dziecka zagrozenia.
    Rozporzadzenie daje ogromna szanse na legalny powrot dziecka .Tak jak juz Bogdan wczesniej wspomnial ,to ”druga szansa ”.
    Ogromna szkoda ,ze rodzice spoza UE nie maja takiej mozliwosci .
    Ponizej link do praktycznego przewodnika.
    http://ec.europa.eu/civiljustice/parental_resp/parental_resp_ec_vdm_pl.pdf

  7. Ale bzdury tu co niektorzy pisza. Mnie porzucila matka dziecka i siedze z synem jak w klatce. Zadnej rodziny nikogo. Ale widzenia z mamusia ktora opowiada dziecku glupoty, robiac nieodwracalne zmiany w psychice dziecka, sa najwazniejsze. Pogadajcie z ludzmi w Jugendamcie i sprobujcie zrozumiec ich sposob myslenia, to jakas abstrakcja. Ludzie siedza za granica i cierpia bo nie moga wrocic z dzieckiem do ojczyzny, gdzie jest rodzina i sa bliscy, gdzie jest szansa zeby jak najszybciej ustabilizowac dziecko i dac mu poczucie bezpieczenstwa. Gdzie dobro w tej konwencji. Jak niemiecki sad moze rozstrzygac o losie obywateli Polski, przeciez to inna kultura i sposob wychowywania, myslenia. Zastanowcie sie co piszecie. Ta konwencja powinna dzialac w obie strony, dawac mozliwosc powrotu w szczegolnych przypadkach, jak i zabraniac. Ale sady traktuja to wedle uznania. Nikt nie patrzy ze matka odbywa stosunki seksualne w obecnosci dziecka, tylko czy sie z nim widuje.

    • Bzdury? Czy czytałeś tekst Konwencji Haskiej, choć raz? NIKT ci nie może zabronić wyjechać z dzieckiem jeśli nie naruszasz prawa innego rodzica. Jeśli masz wyłączną władzę rodzicielską i wyjedziesz, Konwencja Haska nie działa. Znowu, przeczytaj tekst konwencji bo zasady nie są skomplikowane.

      Również, to że dzieci są odbierane przez instytucje socjalne nie jest jedynie domeną Niemiec. To również się dzieje w Polsce, USA, Kanadzie… WSZYSTKICH krajach tego świata. Z jakich powodów to inna sprawa. W Polsce, rzekomo, odbiera się za “biedę”, a odbierało kiedyś w Irlandii. Takie sytuacje są regulowane prawem LOKALNYM.

      Pranie mózgu uprowadzanych, ale również dzieci w innych rozwodach, jest wielkim problemem. Niestety w Polsce jest tolerowany. W USA sobie radzą i konsekwencje rodzic, który się takiej rzeczy dopuszcza zwykle płaci bardzo surowe konsekwencji. (poczytaj sprawę aktorki Kelly Rutherford.
      Konwencja działa jedynie w jedną stronę – niezwłoczny powrót uprowadzonego dziecka. KROPKA. Dzieci nie są wracane automatycznie, czasami wbrew zobowiązań Konwencji.
      Sprawy rodzinne rozstrzygają SĄDY a nie urzędy socjalne. Jeśli matka ma zawieszone prawa, to decyzja o wyjeździe należy do ciebie. Nikt cię nie trzyma w Niemczech. Możesz dziecko oddać matce jeśli tak ci ono tak ciąży. Niewolnikiem nie jesteś.

  8. Sady patrza na korzysci. Uwazasz ze wypuszcza od tak sobie kogos z dzieckiem z ktorego podatkow utrzyma sie 3 niemieckich emerytow. Sam chyba nie wierzysz co piszesz. Decyzje podejmuja sady w imieniu Jugendamtu, a sedzia sadowy to ich marionetka i zrobi co mu kaza. Jakby bylo inaczej to nie odbierali by tak chetnie dzieci, w szczegolnosci Polakom. A konwencje Haska znam prawie na pamiec. Zacznijmy ze wyjezdzajac zawsze naruszysz prawa drugiego rodzica. Wyobraz sobie ze wyrokiem niemieckiego sadu moj syn ma na sile poznac, wbrew swojej woli, nowego partnera matki. Wywnioskowal to kurator po 45 minutowej rozmowie z dzieckiem, uwaza ze mu to dobrze zrobi. A decyzje taka podjal na podstawie tego ze dziecko nie potrafilo sie otworzyc i powiedziec dlaczego tego nie chce. Nie liczy sie tez ze matka ma stalego partnera a na szystkich portalach randkowych ciagle aktualizuje swoje profile i juz szuka nowego przyjaciela. Sedzia mi powiedzial ze za pol roku jak bedzie miala nowego partnera tez bedzie musial go poznac, nawet jak ich bedzie miala 10, to jak dziecko ma sie nauczyc jaka wartoscia jest rodzina. Psycholog dziecka sama powiedzala ze przy takim obrocie spraw w sadzie nie jest mozliwe zeby dziecku pomoc, i jak moge to zebym uciekal gdzie pieprz rosnie. Niemiecki sad nie bierze pod uwage ze gdy ja bylem w Niemczech a dziecko z matka w Polsce, to bylo swiadkiem stosunkow seksualnych odbywanych przez matke z innymi mezczyznami. Dlaczego bo Polska nie jest jursdykcja niemiec i nie beda tego co w Polsce sie dzialo rozpatrywac. Na rozprawie dostalem ostatnio po dupie za to ze wyrobilem dziecku dowod osobisty, pozwalajacy stwierdzic jego tozsamosc i obywatelstwo. W Polskim prawie mozna to zrobic w niemieckim potrzebna jest zgoda matki. A niestety mieszkajac za granica i tak jest sie uzaleznionym od Polskich urzedow. Ja rozumiem ze wszystkie uprowadzenia sa zle, i mi nie chodzi o to zeby takiej konwencji nie bylo. Chodzi mi o to ze sady powinny takie sprawy rozpatrywac transgranicznie. Rzeczoznawcy powinni byc z Polski i np. z niemiec, jak i sedziowie. Mamy dzisiaj Faksy, E-maile gdzie jest problem zeby cos takiego przeprowadzic. U mnie jest np. tak ze przyszedl kurator porozmawial z dzieckiem, po rozmowie powiedzial ze robie wszystko super, ze dziecko jest ok, na rozprawie bylo inaczej, bo mamusia zrobila scene placzu i serca zmiekly wszystkim, a zaraz po rozprawie powiedziala ze mnie zniszczy, tyle z jej uczuc dla dziecka ktore mnie koch i ze mna mieszka. Na pierwszej rozprawie zapadly ustalenia ktorych matka sie nie trzymala szkodzac bezposrednio dziecku, ale to nie wazne, liczy sie prawo kontaktu z dzieckiem, przeciw ktoremu tez nic nie mam bo wiem ze dziecko tego chce. Niech spotkania sie odbywaja ale na zdrowych warunkach, niech sie ustabilizuje I nie mow ze dziecko mi ciazy, bo chyba sam rodzicielstwa nie rozumiesz. To ja patrze po kazdym spotkaniu synka z matka jak cierpi i placze bo matka mu glupoty opowiada i wode z mozgu robi. Ty bys pewnie oddal takiej kobiecie dziecko, ja nie. Ale uwierz mi gdybym wiedzial ze jest normalna i zapewni mu lepsza przyszlosc zrobil bym to bez wachania. A cos takiego jak zawieszenie matce praw do opieki nad dzieckiem jest w Niemczech mozliwe dopiero jak go niedopalkami przypala, albo dziecko ma takie siniaki ze samo sobie ich zrobic nie moglo. Tak samo jak szkody psychiczne ktore mu wyrzadza, jak chcesz to udowodnic, rzeczoznawca to tez tylko czlowiek, a zeby podjal dobra decyzje trzeba czasu. Zwroc uwage ze bite i wykorzystywane dzieci tez kochaja swoich rodzicow i chca ich widziec, pomimo krzywd jakie im robia.